Rowerem w miejscu…

Marzec 27, 2009

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars (1 głosów, średnia: 5,00 z możliwych 5)

Jakiś czas temu, za namową jednego takiego, zapisałem się na spinning… Nie, nie stoję w wodzie po kolana i nie macham wędką, nie łapię much by później je rzucić rybom na pożarcie… Zresztą byłem dwa razy w życiu na rybach i to że nic nie złowiłem nie było najgorsze w tym wszystkim. Za pierwszym razem pojechałem z chrzestnym na jego Simsonie ale po przyjeździe zeżarłem mu garnek przynęty i musieliśmy wracać, a za drugim razem byłem już na tyle duży, że nie pamiętam co się wydarzyło po 23:00. Kolega z którym byłem również… Grunt, że wędki nikt nam nie dźwignął… No ale nie o tym.

No więc zapisałem się na ten spinning czyli zajęcia ruchowe polegające na jeździe na rowerze stacjonarnym przy dość głośnej muzyce oraz pod dyktando trenerki, która mówi co i kiedy należy robić. No cóż… W zasadzie na tym mógłbym swój wywód skończyć bo to co się wydarzyło (a w zasadzie wydarza) nie nadaje się na publiczny opis… ;o) Na pierwszych zajęciach po 15 minutach miałem obu braci Mroczek przed oczami. Po 20 minutach nerwowo zacząłem zerkać na zegarek na ścianie bo własnemu nie mogłem uwierzyć. Generalnie dotrwałem do końca zabójczej godziny tylko dlatego, że męska duma nie pozwoliła mi zemdleć w 23 minucie… Jestem pewien, że praca mojego serca ustała około pół godziny po rozpoczęciu zajęć… Przy okazji okazało się, że mój organizm składa się z niewyobrażalnych ilości wody! Serio… W życiu bym w to nie uwierzył gdybym nie zobaczył… Na następne zajęcia planowałem wziąć ręcznik plażowy, bo zwykły był już cały mokry po pół godzinie.

Na szczęście następne zajęcia okazały się dużo łatwiejsze, szczególnie kondycyjnie. Poza tym wiedziałem już gdzie sobie można regulować obciążenie na rowerze. Oczywiście nie zmienia to faktu, że wymienione powyżej objawy wystąpiły! Na szczęście z przesunięcie 15 minutowym… Jeszcze kilka razy i po godzinie spinningu, wsiądę na własny rower i pojadę do domku robiąc jakąś okrężną trasę, żeby móc zmęczyć się jak przy pierwszych zajęciach. Zobaczymy… Na razie muszę go oddać do serwisu po zimie. Dobrze, że gdy za oknem ziąb i deszcz, jest coś takiego jak spinning i można się trochę wypocić.

Każdemu kto nie ma czasu na siłkę w poniedziałek, basen we wtorek, biegi w środę, znów siłkę w czwartek i ponownie basen w piątek polecam spinning bo to idealna forma zmasakrowania organizmu w krótkim czasie. Za to jak odbiorę rower z serwisu i wsiądę na niego to nawet trasa 5km w jedną stronę nie zrobi na mnie wrażenia… ;o)))))

Czego i Tobie życzę….


To także może Cię zainteresować
-->

Komentarze



Chcesz coś dodać?






Bottom