Intercity is dead
Wrzesień 24, 2008
Tak się złożyło, że musiałem jechać pociągiem do stolycy… Zdawało sie, że podróż odbędę na najwyższym możliwym poziomie czyli z wykorzystaniem Intercity. Niestety najwyższy poziom oferowany przez tego przewoźnika nie zmienia faktu, że podróż trwa pół życia… W ten sposób nie dogonimy Andory, bo o Anglii, Francji czy nawet Hiszpanii nie mamy co marzyć… Rozumiem, że nie było łatwo przez kilkadziesiąt lat w Polsce i ogólnie jesteśmy zacofani ale środki masowego rażenia to sztandarowy przykład. O ile przedziały jeszcze udało sie w miarę dostosować do przewozu ludzi, o tyle toalety pozostały na poziomie średniowiecznego wychodka i potrzeba sporej motywacji i obywatelskiej odwagi by spędzić tam choćby 30 sekund. Skoro o bezprzewodowym internecie nie ma mowy, udałem sie do Warsu… Od razu przypomina sie piosenka Wałów Jagielońskich „Wars wita Was”. Mnie przywitał kelner. Nie kwiatami, nie popularnym w niektórych kręgach „dzień dobry”, nawet nie banalnym skinieniem głowy… Przywitał mnie wzrokiem i od razu wiedziałem, że to jedyne na co go stać. Bez słowa podał mi menu. Kiedy już wybrałem, a dał mi na to sporo czasu, podszedł do mnie bezglosnie i kiedy miałem już wyrecytować wyrafinowane zamówienie, usłyszałem ponure „nie ma prądu, dań i napojów na ciepło nie ma, piwo bezalkoholowe”. Wybił mi wszystkie argumenty z ręki…
To także może Cię zainteresować



Ładuję ...
Poświęć 40 minut i posłuchaj tego wykładu. Daje do myślenia... 

Komentarze
Chcesz coś dodać?