Interqracity

Lipiec 22, 2009

Znowu to zrobiłem… Jadę pociągiem do stolnicy… Choć jadę to zdecydowanie zbyt duże słowo na to co kolej postanowiła zrobić ze mną. Ledwo ruszylismy z Wrocławia, a już w Skokowej pierwszy postój ponad godzinę… Chwilę pózniej Żmigrod. Oczywiście nikt nie uznał za stosowne by poinformować pasażerów co się dzieje, kiedy przewidują wznowienie jazdy czy cokolwiek by choć trochę ukoic nerwy podrozujacych. W wagonów sauna bo klimatyzacja nie działa, w warsie masakra. Oblecywali piwo, wino i drinki, a nadal wielkie NIC w karcie. Jednym słowem dramat, katastrofa i kpina za jedyne 120 PLN… Nie polecam!!!!

Intercity is dead

Wrzesień 24, 2008

Tak się złożyło, że musiałem jechać pociągiem do stolycy… Zdawało sie, że podróż odbędę na najwyższym możliwym poziomie czyli z wykorzystaniem Intercity. Niestety najwyższy poziom oferowany przez tego przewoźnika nie zmienia faktu, że podróż trwa pół życia… W ten sposób nie dogonimy Andory, bo o Anglii, Francji czy nawet Hiszpanii nie mamy co marzyć… Rozumiem, że nie było łatwo przez kilkadziesiąt lat w Polsce i ogólnie jesteśmy zacofani ale środki masowego rażenia to sztandarowy przykład. O ile przedziały jeszcze udało sie w miarę dostosować do przewozu ludzi, o tyle toalety pozostały na poziomie średniowiecznego wychodka i potrzeba sporej motywacji i obywatelskiej odwagi by spędzić tam choćby 30 sekund. Skoro o bezprzewodowym internecie nie ma mowy, udałem sie do Warsu… Od razu przypomina sie piosenka Wałów Jagielońskich „Wars wita Was”. Mnie przywitał kelner. Nie kwiatami, nie popularnym w niektórych kręgach „dzień dobry”, nawet nie banalnym skinieniem głowy… Przywitał mnie wzrokiem i od razu wiedziałem, że to jedyne na co go stać. Bez słowa podał mi menu. Kiedy już wybrałem, a dał mi na to sporo czasu, podszedł do mnie bezglosnie i kiedy miałem już wyrecytować wyrafinowane zamówienie, usłyszałem ponure „nie ma prądu, dań i napojów na ciepło nie ma, piwo bezalkoholowe”. Wybił mi wszystkie argumenty z ręki…


Bottom