Wielkimi krokami…
Kwiecień 4, 2009
Niczym zima drogowców, tak mnie jak co roku zaskakuje Wielkanoc. W tym roku również wielkimi krokami zbliżają się Święta Wielkiej Nocy, o czym dowiedziałem się z kartek od znajomych… Ogólnie lubię wszelkie święta, jednak te jedne jakoś szczególnie wypieram ze świadomości. Może to mieć swoje podłoże gdzieś w dzieciństwie kiedy to z bratem prowadziliśmy wojnę, kto ma śmigać z obciachowym koszyczkiem z darami natury do święcenia… ;o) Jakie to szczęscie, że jestem od niego starszy. Tak czy inaczej nie było łatwo gówniarza przekonać, że to on powinien targać koszyk i pilnować by świeżo wykrochmalona serwetka nie została porwana przez wiatr i nie obcieła komuś głowy… ;o)
To co się rozgrywało zanim koszyczek dotarł do kościoła to dopiero połowa historii bo oczywiście ktoś musiał go odstawić do domu bezpiecznie… Jak na to patrzę z perspektywy czasu, to było to tak traumatyczne przeżycie, że przesłonić mogło faktyczną przyczynę tych świąt i radość z tego płynącą… Na szczęście te czasy minęły bezpowrotnie i po pierwsze nie stresuje mnie to już tak bardzo, po drugie cieszę się, że nigdy niczym bohater komiksu o Wilq, nie znalazłem w koszyczku brokuła… ;o)
Mój dziadek zresztą zawsze twierdził, że do święcenia powinno się zanieść w koszyczku sól i wódkę, bo tego używa się do wszystkiego… ;o) Mistrz… ;o) Mimo wszystko pewnie dorzucę jakiegoś brokuła dzieciakom do koszyczka żeby takich pustych przebiegów nie robiły… ;o))
WESOŁYCH ŚWIĄT!!! ;o)
To także może Cię zainteresować



Ładuję ...
Poświęć 40 minut i posłuchaj tego wykładu. Daje do myślenia... 

Komentarze
Chcesz coś dodać?