Miszcz kierownicy…
Wrzesień 2, 2008
Na samochodach znam się jak każdy w Polsce zna się na polityce i piłce nożnej… Ogólnie wiem, że samochody są i do czego służą. Ten wpis powstał bo muszę odreagować swoje kilkuletnie doświadczenia z tymi bestiami. Jak każda historia największej w dziejach ludzkości katastrofy, tak i moja historia zaczęła się niewinnie by nie rzec szczęśliwie.
Dawno, dawno temu sytuacja rodzinna wymogła na nas podjęcie decyzji o zakupie pierwszego, własnego, najwspanialszego na świecie auta. Policzyliśmy ile mamy i okazało się, że może mi braknąć na bilet do pierwszego sprzedawcy z którym zacząłem rozmawiać… Na szczęście z pomocą przybyła rodzinka i po kilku wizytach w miejscach do których boję się nawet powracać pamięcią, udało się znaleźć cudo! Po prostu coś wspaniałego… Autko, które spełniało wszystkie nasze wymagania plus kilka rzeczy o których się nam nawet nie śniło… Duże, sedan więc bagażnik na dwa worki z ciałami spokojnie plus pustaki i lina, pełna elektryka, klima, poduchy, gaz, tempomat… silnik 2.0, manual. I tylko jedno ale, na które przy zakupie nie zwracałem szczególnej uwagi, a jak się potem okaże powinienem napisać ALE. To spełnienie marzeń nazywa się Ford Contour… Oto on w pełnej krasie:

Piękne majestatyczne AMERYKAŃSKIE Mondeo. Oczywiście przy naszym stanie posiadania auto w momencie kupna miało 10 lat. Po 3 latach dość intensywnej eksploatacji zaczęły się sypać różne detale. Amortyzatory, wahacze, trąbki, bombki i inne równie istotne z mojego punktu widzenia elementy… Osobiście pewnie bym się bez tego obszedł ale mechanicy jakoś nie podzielali mojego optymizmu. Na początek okazało się, że część części pasuje z Mondeo europejskiego i to był istotny plus… Równie szybko okazało się jednak, że nie wszystkie. Kiedy Serwis Aut Amerykańskich rozłożył bezradnie rączki mówiąc, że nie są w stanie sprowadzić potrzebnych części byłem bliski płaczu… Jak się potem okazało chcieli mi chyba przez to powiedzieć
- „Nie zawracaj nam Pan głowy takim rupieciem, my tu porządne auta mamy i specjalizujemy się w naprawach polegających na wymianie pióra wycieraczki! Pod warunkiem, że auto było wcześniej umyte, żebyśmy rączek nie pobrudzili.”
Posiadając nóż na gardle w trybie pilnym zacząłem szukać nowego auta. Jakież było moje zdumienie gdy znalazłem olśniewająco piękne auto w równie atrakcyjnej cenie i to w ciągu kilku dni… No po prostu mucha nie siada. Starucha oddałem do normalnego mechanika, a sam czym prędzej poleciałem do bankomatu (stać mnie było tylko na kupno auta za kwotę, którą bankomat wypłacał bez problemu). Oczywiście by tradycji stało się zadość auto 10 letnie ale za to jakie! Same ochy i achy normalnie… Cu-do-wny! Klimatyzacja, pełna elektryka, ASR, drewniane wykończenia, skóra na kierownicy, elektryczne fotele, szyberdach i można by tak było wymieniać bez końca zalety ale nie o to chodzi. Autko 2.5l benzyna, V6, jednym słowem 175 koni, którym trzeba przyczepę siana codziennie dostarczyć… Ten potwór wygląda tak:

Ford Mondeo w wersji GIA… Tydzień po kupnie tego wehikułu i ochłonięciu po tym przypływie szczęścia niewyobrażalnego przypomniałem sobie o starym aucie. W tym czasie Normalny mechanik popatrzył, posprawdzał, poszukał i zrobił. I to zrobił dobrze!
W ten oto sposób przy wciąż rosnących cenach paliw stałem się szczęśliwym posiadaczem dwóch aut. Jedno o pojemności 2.0 (instalacja gazowa umarła), drugie o pojemności 2.5l. Małżowinka jak na złość zrobiła właśnie prawo jazdy… Powoli zacząłem szukać jakiegoś szejka w rodzinie…
No ale auto żeby nie zrobiło się zbyt sielankowo to w prawie rok po naprawie pijak o 2 w nocy uderzył w amerykańca stojącego na parkingu pod blokiem. Noszszsz …. jego nać… Uderzył tak skutecznie, że uszkodził tylną oś/wał jak zwał tak zwał – jak wspomniałem na autach znam się wyśmienicie. Opis dramatycznej interwencji policji, zatrzymania sprawcy oraz ustalenia ubezpieczyciela pojazdu sprawcy zostawię na osobny wpis ponieważ dochodzenie odszkodowania jeszcze się nie zakończyło, a już materiał mam zebrany na spory felieton. Koniec końców amerykaniec wrócił do Normalnego mechanika i już wiem, że nawet on nie jest w stanie wyczarować części do niego…
No i żeby dopełnić czarę goryczy pojechałem zmienić olej w Mondeo zwykłym i na odchodne dostałem wycenę rzeczy do zrobienia na kwotę prawie trzech tysi…
Ogłoszenie1: Jeśli zamierzasz kupić auto – nie kupuj samemu! Zadzwoń do mnie, a ja doradzę Ci najlepszą opcję!
Ogłoszenie2: W najbliższym czasie mam do sprzedania w niezwykle atrakcyjnej cenie Mondeo 2.5 V6 plus na części zamienne Ford Contour. Można z niego czerpać garściami bo i tak większość części ma wsadzonych z Mondeo zwykłego.
Ogłoszenie3: Kupię rower.
To także może Cię zainteresować



Ładuję ...
Poświęć 40 minut i posłuchaj tego wykładu. Daje do myślenia... 

Komentarze
Chcesz coś dodać?