Little differences…
Październik 21, 2008
Dawno temu w jednym filmie pewien Pan opowiadał drugiemu panu o drobnych różnicach, które zauważył pomiędzy fastfoodami w Stanach, a fastfoodami w Amsterdamie… Ja nie mam doświadczeń kulinarnych ze Stanów, mam jednak kilka doświadczeń ze starego kontynentu i zauważam drobne różnice pomiędzy tym co mają do zaoferowania restauratorzy południowej Europy, a nasi rodzimi.
Odwiedzając dowolnej wielkości restauracyjkę, za każdym razem urzeka mnie, że zamawiający posiłek obdarowywany jest „czekadełkiem” czyli zestawem przekąsek, które umilają czas oczekiwania na zamówione danie. Pytanie brzmi – czy to na prawdę tak wielka trudność by i u nas taki zwyczaj przenieść? Ilekroć wpadam do (czasem nawet do uważających się za ekskluzywne) Polskich restauracji, po złożeniu zamówienia czekam na danie bębniąc niecierpliwie w blat stolika palcami… Czasem przygotowanie dania zabiera pół godziny i więcej, więc czas ten dłuży się niemiłosiernie tym bardziej, że zapachy drażnią spragniony żołądek do granic wytrzymałości. A przecież balsamem dla mojego nastroju mogła by być nawet bułka wrocławska i ze trzy sosy, czy oliwy smakowe, a nawet masełko czosnkowe podane w tym czasie… Nie wymagam od razu wykwintnych przystawek, choć i z takim podejściem się spotkałem. Na pewno byłoby miło gdyby na stół wjechała deska serów, miseczka oliwek czy jakichś innych pikli. Mistrzostwem świata byłoby gdyby pojawiła się jakaś przystawka na ciepło… Ech…
Żeby sprawa była jasna nie mówię tutaj o ilościach hurtowych poszczególnych przystawek. Powiem więcej wcale nie oczekuję, że zamawiając schabowego na kapuście z ziemniakami z wody, dostanę jako czekadełko cały stół śródziemnomorskich smakołyków, po zjedzeniu których nie będę miał już miejsca ani na zamówione danie ani na nic innego przez następne dwie doby… Maleńka porcja pozwalająca wprawić żołądek w stan podniecenia przed zbliżającą się feerią smaków i zapachów dania głównego. Wręcz byłoby idealnie gdybym za każdym razem dostawał coś innego. Wprowadziłoby to element niespodzianki kulinarnej przed posiłkiem właściwym. Oczywiście szczytem wyrafinowania byłoby gdyby czekadełko idealnie grało z daniem głównym charakterem i smakiem, no ale to już wyższa szkoła jazdy i wyjątkowo rzadkie zjawisko nawet jak na standardy europejskie.
Pewnie zadajesz sobie teraz pytanie kto za to zapłaci. Przecież to jest akurat jasne od początku do końca, że zapłacę za to ja, tak jak płacę za to wszędzie na świecie! Nie mam tego wyszczególnionego na rachunku więc nie traktuję tego jako coś zamówionego jednocześnie nie oczekuję, że dostanę posiłek taniej jeśli zrezygnuję z tych przystawek (choć jak czasem widzę rodaków gdzieś za granicą to jestem przekonany, że niejeden domagałby się zniżki w związku z niewykorzystanymi przystawkami)… Cała przyjemność polega na tym jednak, że już na wejściu do restauracji wiem, że zamawiając posiłek nie będę się nudził przy stole obserwując kelnera śmigającego pomiędzy stolikami, a po drugie cały będę drżał z ciekawości cóż tym razem dostanę by przeczekać ciężkie chwile do podania posiłku… To jak z kinder niespodzianką – czekolada jaka jest każdy dzieciak wie i zna jej smak na wylot (choć nie zmienia to faktu, że lubi), całą frajdę jednak zapewnia zabawka ukryta wewnątrz…. Tak samo tutaj – jak smakuje schabowy miałem okazję już się przekonać jednak gdyby któraś restauracja oferowała coś więcej prócz zamówionych potraw jestem pewien, że mogłaby mnie wpisać na listę stałych Klientów.
Co zatem powoduje, że w Polsce próżno czekać czegokolwiek prócz zamówionej parówki z wody? Obawiam się trochę, że mentalność nasza powoduje, że niekoniecznie restauratorzy chcą nam dogadzać. Trochę z obawy przed reakcjami typu „A ja tego nie zamawiałem!”, trochę z obawy, że cena wyższa o zeta spowoduje spadek ilości Klientów, trochę pewnie z lenistwa bo skoro sprzedaje się teraz całkiem nieźle to po cholerę robić coś więcej… Mam jednak nadzieję, że już niedługo z jednej strony coraz częściej podróżujący rodacy poznają trochę innych obyczajów, a z drugiej strony konkurencja wymusi na restauratorach trochę inne podejście do Klientów, a wtedy doczekam się swojej bułki wrocławskiej z olejem Kujawskim i czosnkiem… ;o)
To także może Cię zainteresować



Ładuję ...
Poświęć 40 minut i posłuchaj tego wykładu. Daje do myślenia... 

Komentarze
Chcesz coś dodać?